"Ciemność płonie" to horror, który rozgrywa się na katowickim dworcu.

Powieść ta mnie urzekła - choć niemal nie boję się horrorów, w tym wypadku tak zżyłam się z bohaterami, że byłam naprawdę przerażona. Pierwszy raz opowieść grozy podziałała na mnie tak, że miałam ciarki, podsmażając pierogi (skwierczący tłuszcz) i nie potrafiłam zasnąć bez światła. Opisy pochłaniania ludzi przez ciemność były właśnie takie, jakie powinny być. Historia wtedy, kiedy powinna poruszać - poruszała, kiedy powinna bawić - bawiła. No i jeszcze dwa ogromne plusy. Pierwszy za bohatera - Ciemność, bo kto się jej nie bał, w dzieciństwie czy nieznanym miejscu? Drugi - za miejsce akcji. Wolę, kiedy pisarze umieszczają fabułę na znanym sobie terenie, przez co w ich opisie każda rysa na murze rzeczywiście żyje. Opis, relacje innych, encyklopedie nie dadzą tej dawki realizmu, tego klimatu miejsca, atmosfery.
A Wy? Czytaliście? Podzielicie się wrażeniami? :)

